position: fixed; right: 0px; top: 150px
 

STRONA GŁÓWNA

AKTUALNOŚCI/
/RECENZJE


WYWIAD

GDZIE KUPIĆ

KONTAKT

Poniżej treść wywiadu, jaki przeprowadziła ze mną Pani Wioleta (awiola) z subiektywnieoksiazkach.pl. Wywiad ukazał się w internecie w dniu 29. marca 2015 roku.   


"Chciałabym by ludzie troszkę lepiej zrozumieli, że jeśli ktoś w ich otoczeniu prezentuje pewne dziwne, czasem niestosowne, zachowania, to może to być u tej osoby wymuszone przez nie dające się okiełznać obsesje i natręctwa" - Wywiad z Laurą Akkot, autorką książki "Moje życie z OCD"

  "Boję się odwiedzać kogokolwiek, bo nie potrafię u kogoś niczego dotknąć, a więc nie potrafię niczego zjeść ani nawet napić się kawy, nawet jeśli naprawdę mam na to ochotę" - cytat, który przywołałam na początku swojej recenzji książki Laury Akkot, doskonale odzwierciedla to, z czym spotkałam się podczas jej lektury. Swoista spowiedź autorki pozostawiła mnie z wieloma pytaniami, na które musiałam poznać odpowiedź. Laura Akkot na szczęście zgodziła się odsłonić przede mną kawałek swojej duszy, dzięki czemu dzisiaj mam przyjemność przedstawić Wam naszą rozmowę.

Recenzja książki "Moje życie z OCD" - KLIK


Laura Akkot choruje na zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne niemal od dzieciństwa. Wcześniej jednak jej objawy nie były aż tak szkodliwe. Autorka w 2009 r., w wieku dwudziestu sześciu lat, przytłoczona rozwijającą się chorobą, postanowiła spisywać swoje przeżycia. Udało się je wydać w 2014 r.
 

awiola:  Pani Lauro, na początek pytanie, które muszę zadać i które na pewno jest potrzebne. Wydając książkę o swojej chorobie, obnażyła Pani w dużym stopniu swoje życie przed obcymi ludźmi. Jaki cel Pani przyświecał?

Laura Akkot:  Zaczęłam pisać, aby móc pokazać osobom, z którymi mam lub miałam duży kontakt na co dzień, dlaczego zachowuję się tak a nie inaczej - jeśli tego nie wiedzieli, albo po prostu jak się w mojej chorobie czuję i jak odbieram rzeczywistość. Pierwotną wersję książeczki, która zawierała mniej więcej to, co w tej chwili zawierają pierwsze trzy rozdziały książki w wersji opublikowanej, najzwyczajniej w świecie wydrukowałam i złożyłam własnoręcznie za pomocą oprawy listwowej w kilku egzemplarzach, a następnie rozdałam wybranym osobom. To było w 2010 roku. Jednak w ciągu następnych kilku lat wydarzyło się mnóstwo nowych rzeczy i moje objawy znacznie zmieniały się w czasie, a ja coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że chcę ukazać tę część mojego życia większemu gronu odbiorców. Przede wszystkim po to, by wielu ludziom otworzyć oczy na to, jak takie osoby jak ja żyją, gdyż po prostu większość społeczeństwa nie jest świadoma jak to naprawdę wygląda. Często słyszymy od kogoś "mam nerwicę natręctw", bo sprawdzam kilka razy czy zamknąłem drzwi lub coś podobnego. A to wcale nie musi jeszcze być nerwica natręctw, która nie jest taka łagodna czy może nawet zabawna jak może się niektórym wydawać. Chciałabym by ludzie troszkę lepiej zrozumieli, że jeśli ktoś w ich otoczeniu prezentuje pewne dziwne, czasem niestosowne, zachowania, to może to być u tej osoby wymuszone przez nie dające się okiełznać obsesje i natręctwa.

Oprócz tego najważniejszego celu, książka może też między innymi pokazać osobom chorującym na zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, lub nawet mającym inne zaburzenia psychiczne, że nie są same, a także okazać się pomocna bliskim takich osób w ich zrozumieniu.


awiola:  Myślę, że spełni swoją rolę. Przyznam, że Pani doświadczenia z chorobą OCD są delikatnie rzecz mówiąc - przerażające. Wielogodzinne mycie rąk, płukanie mydłem jamy ustnej i inne dziwaczne zachowania. Jakim słowem opisałaby Pani uczucie, które zmusza osobę chorującą na nerwicę natręctw do takich czynności?

Laura Akkot:  I to jest właśnie najtrudniejsze i nie pierwszy raz słyszę to pytanie. Nie potrafię tego opisać. I dlatego niezależnie jak i ile napisałam na ten temat w książce, niezależnie co bym jeszcze dopisała, zawsze mam i będę mieć niedosyt, poczucie, że to nie to, że to nie tak, że tego nie da się opisać tak naprawdę. Czasami myślę, że chciałabym móc spisywać na bieżąco, bez przerwy, wszystkie moje myśli i uczucia, wypowiadane na głos i w myślach słowa, niestety jest to niewykonalne, każdy opis jest tylko namiastką tego co się dzieje w mojej głowie i moim życiu.


awiola:  Przyznam szczerze, że nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić. Pani autobiograficzna książka opisuje lata 2009 - 2013. Ciekawi mnie, jak obecnie wygląda Pani życie? Od czego zaczyna Pani zwykły dzień?

Laura Akkot:  Obecnie... jest znowu całkiem inaczej. Jestem kilka miesięcy po kolejnej, tym razem już ostatniej, próbie odstawienia leków. Mimo że początkowo czułam się świetnie i byłam bardzo szczęśliwa, że w końcu się udało, to szybko zaczęło robić się coraz gorzej i gorzej i moje silne postanowienie, by nie wracać do leków, wzięło w łeb. Teraz już wiem, że to już nigdy się nie uda. W każdym razie znów miałam ciężkich kilka miesięcy, których teraz nie będę szczegółowo opisywać, ale obecnie jest lepiej, choć jeszcze niezadowalająco (oczywiście do leków wróciłam). Od czego zaczynam dzień? Tak naprawdę to od... silnego stresu związanego z koniecznością skorzystania z toalety. Jeszcze niedobudzona, a tu takie wyzwanie.


awiola:  A mnie się wydawało, że wstawanie o wczesnej porze jest już wyzwaniem. Aż przeszły mnie dreszcze. Ile trwało doszlifowanie treści Pani wspomnień, aby można było je wydać w takiej formie, jaka jest dostępna na rynku?

Laura Akkot:  Po pierwsze, one nigdy nie mają szansy stać się wystarczająco dopracowane, bo, jak już wspomniałam, zawsze mam coś do dopowiedzenia, a choroba co chwilę zmienia swoją postać. Poza tym, w momencie, w którym stwierdziłam, że nie ma sensu dłużej tego odkładać, nie byłam w odpowiednim stanie psychicznym, by móc to "doszlifować", zresztą pewnie nigdy nie będę, dlatego przygotowanie tekstu do wydania zredukowało się do wycięcia niektórych fragmentów i - co widać w rozdziale przedostatnim - bezpośredniego dopisania moich chaotycznych notatek, które w zamyśle miały być podstawą dalszej części książki.


awiola:  Rozumiem Pani stanowisko. Ciekawi mnie, czy istnieje jakakolwiek szansa na całkowite wyleczenie z OCD? Czy istnieją takie przypadki znane medycynie?

Laura Akkot:  Nie czuję się wystarczająco kompetentna, by udzielić odpowiedzi na to pytanie. Myślę, że tak, że zdarza się to, ale jednocześnie wydaje mi się, że jest to sprawa bardzo indywidualna i w konkretnym wybranym przypadku nie można powiedzieć, że tak, da się wyleczyć daną osobę.


awiola:  Dlaczego według Pani w Polsce ludzie tak mało wiedzą o tej chorobie i jej objawach?

Laura Akkot:  Może bardziej bym powiedziała, że mają błędne przekonanie co do tego, jak ona wygląda. A to pewnie głównie przez to, jak jest pokazywana w mediach - filmach, serialach telewizyjnych. Do tego dochodzi fakt, że częściowo pewne objawy są obecne u niemal każdego człowieka, tylko oczywiście nie w takim nasileniu, co sprawia, że wydaje się, że to już jest "to". A taka na przykład schizofrenia jest bardziej tajemnicza i - mówiąc trochę półżartem - wiemy, że jej nie mamy.


awiola:  Zgadzam się, chyba każdy ma jakieś natręctwa. Przyznam, że po przeczytaniu Pani książki przypomniałam sobie pewien przypadek stażysty z mojego miejsca pracy. Otóż chłopak ten przychodził do pracy w białych rękawiczkach przez cały rok, nosząc je przez osiem godzin pracy biurowej. Wszyscy uważali go za dziwaka. Przypuszczam, że mógł on po prostu chorować na OCD. Czy widzi Pani jakieś uwarunkowania prawne w naszym kraju, które mogłyby polepszyć sytuację osób cierpiących na zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne?

Laura Akkot:  Podejrzewam, że można by starać się o uzyskanie orzeczenia o stopniu niepełnosprawności, a potem starać się o rentę. Wtedy zniknęłyby problemy pojawiające się w związku z wykonywaną pracą. Jednak w rzeczywistości to nie jest chyba dobre rozwiązanie, bo, mówiąc wprost, trzeba by żyć za marne grosze, a przecież całkowicie problemów wynikających z choroby to nie wyeliminuje, a są takie zawody, gdzie można sobie w miarę dobrze z tym radzić, jak to jest w moim przypadku. Poza tym pewnie takie zamknięcie się w domu może zadziałać odwrotnie i pogłębić objawy. Mówię to trochę z mojego doświadczenia - im mniej się dzieje, tym bardziej człowiek zatraca się w każdym szczególe i wszystko staje się ogromnym wyzwaniem. To oczywiście w sytuacji takiej, jak moja obecna, czyli gdy jakoś tam sobie radzę, bo gdy jest bardzo bardzo źle, to faktycznie nie da się nawet z domu wyjść i nie ma siły by się przemóc.


awiola:  Biorąc pod uwagę wysokość świadczenia rentowego, to chyba nie jest dobry pomysł. Ciekawi mnie w jaki sposób kupuje Pani książki, które czyta. Przypuszczam, że nie wypożycza je z bibliotek, ani nie kupuje w antykwariatach ze względu na brud. Czy się mylę?

Laura Akkot:  Istotnie, myli się Pani ;) Moje pojęcie brudu jest całkiem inne niż "zwykłego" człowieka. Z jednej strony, większość rzeczy niezbyt brudnych lub wręcz czystych dla innych ludzi, jest dla mnie brudnych, z drugiej strony czasami zaskakująco coś nie jest dla mnie aż tak brudne jak mogłoby się wydawać. Zwykle rzeczywiście książki kupuję, co więcej, tylko w wybranych, wydających mi się "bardziej czystymi" księgarniach. Ale podejście do czystości książek z bibliotek i antykwariatów zmienia się u mnie w czasie, jak większość objawów mojej choroby. Tak więc zdarzało mi się sporo korzystać z bibliotek, obecnie mniej, tylko jeśli muszę - czasami wymaga tego moja praca zawodowa. Zdarzyło mi się też raz w życiu kupić książkę w antykwariacie, ale internetowo, więc nie musiałam na własne oczy oglądać co się z nią wcześniej działo. Obecnie wszelkie targi książki i kupowanie książek używanych są dla mnie nie do pomyślenia.


awiola:  To bardzo przykre, targi to bowiem wspaniałe doświadczenie. Czy na rynku jest dostępna literatura traktująca o temacie OCD. Jeśli tak, to czy poleci Pani jakąś książkę swoim czytelnikom?

Laura Akkot:  Znowu zamiast odpowiedzieć wprost, krótko i zwięźle, cofnę się trochę w czasie i poopowiadam. Ja zaczęłam kilkanaście lat temu, gdy zaczęłam studia, od książek akademickich, a nie takich jak moja. Zapisałam się do biblioteki Wydziału Pedagogiki i Psychologii mojej uczelni i przeczytałam tych książek naprawdę sporo. Nie tylko takich o samej nerwicy natręctw, ale też w okolicach tego tematu, gdyż to był czas, gdy już wiedziałam, że "coś ze mną jest nie tak", ale jeszcze nie całkiem wiedziałam co dokładnie i po prostu szukałam odpowiedzi. Muszę podkreślić, że choroba wówczas jeszcze nie była na tyle uciążliwa, bym zdecydowała się szukać tej odpowiedzi u lekarzy (i to pewnie było błędem). Niestety moja pamięć jest słabiutka, a biblioteka miała jeszcze wtedy katalog kartkowy, nie elektroniczny i nie pamiętam i nie wiem jakie książki wtedy przeczytałam, czego teraz nie mogę odżałować, powinnam była chociaż notować tytuły i nazwiska autorów. Jedyne co wiem, to to, co odcisnęło się na trwałe w tekście mojej książki w postaci przytoczonych cytatów, czyli "Psychologia i psychopatologia życia codziennego" Marka Jarosza oraz "Nerwica natręctw" Padmala de Silvy i Stanleya Rachmana oraz jedyna książka, którą zapamiętałam, a której w całości nie czytałam bo jest potężna - "Psychopatologia" autorów Martin E.P. Seligman, Elaine F. Walker, David L. Rosenhan. Tak więc z bólem serca przyznaję, że nie podsunę czytelnikom tytułów książek, które mi osobiście bardzo pomogły - odnaleźć się w tym wszystkim, pomyśleć czytając "o, to o mnie!", zobaczyć, że takie zaburzenie istnieje, że to, czego doświadczam jest konkretną chorobą.

Dopiero o wiele później zaczęłam dostrzegać inne książki traktujące o nerwicy natręctw. Pierwsza, na jaką się natknęłam, to było "Całując klamki" Terry Spencer Hesser, taka opowiastka o dziewczynie z nerwicą natręctw, ale raczej tylko tak po prostu do poczytania, nie konkretnie do osób zainteresowanych tematem. Natomiast polecić mogę książkę przeczytaną później, napisaną przez kobietę, która pokonała - i tu niespodzianka - nie OCD, ale schizofrenię, jednak jest według mnie na tyle uniwersalna w przekazie, że sama sporo z niej wyniosłam. Chodzi o książkę "Byłam po drugiej stronie lustra" (jakże nietrafnie przetłumaczony tytuł z norweskiego "I morgen var jeg alltid en løve", znaczącego dosłownie "jutro zawsze miałam być lwem") autorstwa Arnhild Lauveng.

Za to całkiem niedawno odkryłam istnienie książki, która, jak podejrzewam, będzie świetna jako napisana jako wspomnienia przez osobę chorą na OCD i już nie mogę doczekać się aż ją przeczytam: "Moje życie w kręgu obsesji. Pamiętnik" Joanne Limburg. Mam tylko nadzieję, że nagle wszyscy, którzy rozważali przeczytanie mojej książki, nie porzucą tego zamiaru zmieniając obiekt zainteresowań na tę właśnie - moją dodatkowo też można przeczytać, jest przecież cieniutka ;) No i tamta jest tłumaczeniem, moja oryginalnie po polsku ;) Zamierzam też przeczytać kilka pozycji Antoniego Kępińskiego, który napisał cały cykl książek w temacie lęku, nerwic i innych zaburzeń psychicznych, zresztą głęboko wierzę, że już wcześniej, tamte kilkanaście lat temu, co nieco spośród nich czytałam. Podobna sytuacja ma się z książką Anity Bryńskiej "Zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne. Rozpoznanie, etiologia, terapia behawioralno-poznawcza", tj. myślę, że już ją miałam w ręku, ale zamierzam znowu do niej zajrzeć. A także z niecierpliwością czekam, aż moja biblioteczka powiększy się o, całkiem mi nieznany jak na razie, "Obłęd" Jerzego Krzysztonia, choć to też nie o nerwicy natręctw akurat (tak jak też czytany już przeze mnie "Szklany klosz" Sylvii Plath).


awiola:  Podała Pani naprawdę wyczerpująco listę, mam nadzieję, że osoby zainteresowane z niej skorzystają. Pani mąż to człowiek, dzięki któremu przeszła Pani najtrudniejsze chwile w swoim życiu. Czy osoba, która niejako towarzyszy człowiekowi choremu na nerwicę natręctw, powinna podobnie jak w przypadku alkoholizmu, uczestniczyć w procesie leczenia tej choroby?

Laura Akkot:  Hm... Tu znowu powiem, że wydaję się być nieodpowiednią osobą do udzielenia odpowiedzi na to pytanie. Myślę, że jeśli chora osoba uczęszcza na terapię, to owszem, bliscy mogą, albo i nawet powinni, mieć w niej jakiś udział. Niekoniecznie myślę o chodzeniu razem na, być może niektóre, wizyty, ale raczej o odpowiednich zachowaniach w codziennym obcowaniu z chorym. Zresztą, nawet niezależnie od jakiejkolwiek terapii, z całą pewnością stosunek do chorego ma wpływ na jego radzenie sobie z chorobą i próbami jej przezwyciężania.


awiola:  Mam podobne zdanie. Czy opublikowanie "Mojego życia z OCD" w jakikolwiek sposób zmieniło Pani życie?

Laura Akkot:  Namacalnie - nie. Ale jako zrealizowanie mojego wielkiego marzenia, oczywiście tak. Jednak od ukazania się książki minęło niewiele czasu, więc zobaczymy co będzie dalej.


awiola:  Sama jestem tego ciekawa. Czy po publikacji książki wydarzyło się coś, co sprawiło Pani największą satysfakcję?

Laura Akkot:  Największą satysfakcję sprawił mi sam fakt, że moja książka w ogóle została opublikowana, jest to spełnienie jednego z kilku moich obecnych celów życiowych. Poza tym oczywiście każde przeczytane lub usłyszane dobre słowo na jej temat, zwłaszcza od całkiem obcych mi ludzi, dodaje mi skrzydeł. Jeszcze bardziej ucieszę się, jeśli się dowiem, że komuś moja książka w jakikolwiek sposób pomogła. Już raz doświadczyłam takiego niesamowitego uczucia, gdy pisząc gdzieś kiedyś, w dużej grupie nieznanych mi osób z zaburzeniami obsesyjno-kompulsyjnymi, o tym jak udało mi się wyjść z bardzo ciężkiego okresu choroby, otrzymałam odpowiedzi kilku z nich jak to podniosłam je na duchu i dałam nadzieję.


awiola:  To na pewno motywujące, usłyszeć takie słowa. Czy planuje Pani wydać kolejną książką, która będzie nawiązywała do Pani doświadczeń z chorobą?

Laura Akkot:  Nie myślałam o tym, nie planowałam, byłam pewna, że nie. Ale nie po raz pierwszy słyszę to pytanie i zaczynam dopuszczać taką możliwość, zwłaszcza, że, jak wspomniałam, książka cały czas wydaje mi się niepełna (i nie chodzi mi o jej niewielką objętość, ale o to, że co chwilę mam coś nowego do powiedzenia) oraz moje życie toczy się dalej i wszystko, w tym choroba, ciągle się zmienia, jeszcze wiele może się wydarzyć, mam wiele planów na przyszłość i chętnie kiedyś bym się tym podzieliła z tymi, którzy moją książkę przeczytali i byliby ciekawi co się działo dalej. No ale, jak na razie, niczego w tym kierunku nie robię i nie planuję nic więcej wydać, po prostu nie daję głowy, że tego kiedyś nie zrobię.


awiola:  Uważam, że powinna Pani pomyśleć poważnie o wydaniu kolejnej części. Jakie jest Pani największe marzenie na chwilę obecną?

Laura Akkot:  Pomijając to, że oczywiście stale największym moim pragnieniem jest być zdrową, bo - jak już kiedyś gdzieś powiedziałam - tylko tego mi w życiu brakuje, mam w tej chwili takie jedno największe marzenie (tak naprawdę dążę do jego spełnienia już od kilku lat), ale... nic nie powiem, niech pozostanie to tajemnicą. Jednak mogę zapewnić, że jeśli uda mi się je spełnić, to z radością wykrzyczę to całemu światu.


awiola:  Będziemy więc czekać na ten krzyk. Co na koniec chciałaby Pani przekazać czytelnikom mojej strony?

Laura Akkot:  Po pierwsze, podziękować za zainteresowanie tym akurat tematem, a po drugie, prosić, aby, jeśli znają kogoś, kogo może dotyczyć sprawa zaburzeń psychicznych, lub po prostu interesować, przekazali dalej, że taka książka istnieje.


Muszę Wam powiedzieć, że ułożenie pytań do tego wywiadu wymagało ode mnie naprawdę sporo wysiłku, gdyż bałam się, że nie trafię w sedno sprawy, a nurtowało mnie naprawdę wiele tematów. I powiem Wam jeszcze, że liczę na to, iż Laura Akkot za jakiś czas wyda kolejną książkę opisującą jej dalsze zmagania z chorobą. "Moje życie z OCD" uświadamia bowiem wiele rzeczy, o których wcześniej nie mieliście pojęcia w temacie nerwicy natręctw. Przeczytajcie koniecznie!



   Wywiad ukazał się tutaj:  http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/2015/03/chciaabym-by-ludzie-troszke-lepiej.html


  Copyright © Laura Akkot 2014–2017